Kanał Gliwicki zagrożony

Zaktualizowano 8 miesięcy temu

Z inicjatywy i przy wsparciu merytorycznym dr-a hab. Mirona Urbaniaka z Zakładu Historii Kultury Materialnej Uniwersytetu Wrocławskiego Stowarzyszenie "Pro Fortalicium" rozpoczęło starania związane z ratowaniem zabytkowej substancji Kanału Gliwickiego, która niestety znalazła się w ogromnym zagrożeniu.

Chyba żaden świadomy istnienia Kanału Gliwickiego mieszkaniec Górnego Śląska nie ma wątpliwości, że owa niecodzienna budowla hydrotechniczna jest prawdziwą "perłą" tej ziemi, świadczącą o jej gospodarczym charakterze. Kanał sam w sobie jest przepięknym pomnikiem ówczesnej myśli hydrotechnicznej i rozwoju techniki. Mało mieszkańców województwa śląskiego wie, że w Gliwicach zaczyna się droga wodna, którą spokojnie można dopłynąć do Odry, a Odrą... już w dowolnym kierunku.

Kanał Gliwicki został wybudowany w latach 1934-1939 (pierwsze prace w 1933 roku) i liczy blisko 42 km długości. Zaczyna się od portu w Gliwicach Łabędach i poprzez 6 śluz (Łabędy, Dzierżno, Rudzieniec, Sławięcice, Nowa Wieś i Kłodnica) łączy się z rzeką Odrą, w rejonie pozostającego już dzisiaj w ruinie portu w Koźlu. Na jej końcowym odcinku znajduje się niecodzienna budowla w postaci tzw. syfonu Kłodnicy. Na terenie dzisiejszej Polski istnieją tylko dwa takie syfony.

Port w Łabędach oraz śluzy w Łabędach, Dzierżnie i Rudzieńcu znajdują się na obszarze województwa śląskiego, zaś pozostała część kanału na terenie województwa opolskiego. Właściwie obydwa województwa dzielą go między siebie po połowie. W czasach, gdy go wybudowano, z przyczyn propagandowych nadano mu nazwę "Adolf Hitler Kanal". Owa nazwa stała się swoistym fatum dla całego kanału, na co na pewno nie zasługuje. Szerzej o historii kanału można przeczytać w "Odkrywcy" nr 168.
Od jakiegoś czasu planowana jest modernizacja Kanału Gliwickiego i poszczególnych śluz, zakładająca również wymianę urządzeń na nowe. Należy jednak podkreślić, że owe urządzenia, w dominującej większości, są oryginalnymi i do dzisiaj sprawnie działającymi zabytkami. Praktycznie cały kanał jest oryginalny, co podkreśla jego unikalny charakter nie tylko w skali Polski, ale i całej Europy.

Nie kwestionujemy konieczności modernizacji Kanału Gliwickiego. Rozumiemy stanowisko Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej (RZGW) w Gliwicach, który z funduszy Unii Europejskiej uzyskał kwotę 175 mln złotych na jego modernizację. Dla mieszkańców Górnego Śląska ważnym jest, aby Kanał Gliwicki funkcjonował jak najlepiej. Jednakże na terenie województwa śląskiego zabytki techniki znikają z każdym dniem. Wraz z upadkiem kopalń i hut dawny charakter tej ziemi odchodzi w zapomnienie. Przyszłym pokoleniom nie będzie można niestety wszystkiego pokazać. A Kanał Gliwicki jest jeden... tylko jeden... i stąd troska o niego. Jeżeli mu nie pomożemy, być możę przestanie istnieć w swojej pierwotnej formie.

Sprawy zabrnęły bardzo daleko. Projekty wykonano, inwestor rozpisał przetargi, a prace modernizacyjne już rozpoczęto. Wydano już nawet część pieniędzy. Członkowie Stowarzyszenia "Pro Fortalicium - zajmującego się ochroną zabytków militarnych (a Kanał Gliwicki również pełnił taką funkcję), komentują sprawę jasno: "Nie spodziewaliśmy się, że inwestorowi wydano zgodę na demontaż wszystkich oryginalnych, unikalnych i zabytkowych urządzeń i ich zezłomowanie. Jedynym warunkiem było wykonanie przez inwestora pełnej dokumentacji techniczno-fotograficznej zabytkowych urządzeń przed ich demontażem (mamy nadzieję, że takowa istnieje). Nie spodziewaliśmy się, bo takowa decyzja wydaje się wręcz irracjonalna."
Bez wątpienia najbardziej zagrożona jest śluza Dzierżno, w której ma nastąpić demontaż całej zabytkowej maszynowni (częściowo już wykonany). Problem polega na tym, że śluza Dzierżno jest największą i najbardziej spektakularną śluzą Kanału Gliwickiego na terenie województwa śląskiego.

"Trudno. Stało się. Interweniowaliśmy późno, ale lepsze to, niż nie robić nic. Gdzieś tam zaistniał błąd, ale to nie od nas zależy, co na terenie województwa uznaje się za zabytek, a co nie. W zaistniałej sytuacji trzeba ratować to, co się da. Na terenie województwa opolskiego rozpoczęto procedurę wpisu do rejestru zabytków śluz Sławięcice, Nowa Wieś i Kłodnica. My wsparci wiedzą dr-a Urbaniaka rozpoczęliśmy działania na terenie naszego województwa. Zrobiliśmy to, co możemy. Interweniowaliśmy" - relacjonuje pezes "Pro Fortalicium" Dariusz Pietrucha.
W dniu 14 marca 2013 roku z inicjatywy Stowarzyszenia "Pro Fortalicium", a także dzięki zrozumieniu Pana Wicewojewody Piotra Spyry w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach odbyło się spotkanie konsultacyjne, w którym oprócz Wicewojewody wzięli udział przedstawiciele RZGW w Gliwicach (w tym Dyrektor RZGW), Śląski Wojewódzki Konserwator Zabytków oraz przedstawiciele Stowarzyszenia wraz z dr-em Mironem Urbaniakiem. Zebrani wspólnie zastanawiali się, co w danej sytuacji można jeszcze zrobić. To, że można zablokowac inwestycję, wszyscy doskonale wiedzą, ale przecież nie o to chodzi. Sprawą zainteresował się nawet Polski Komitet Narodowy Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków ICOMOS z siedzibą w Warszawie w Zamku Królewskim.
"Usłyszeliśmy, że Kanał Gliwicki jest wyjątkowy, że w katowickim urzędzie WKZ raport na jego temat jest od lat 90-tych, że rozpoczęto procedurę jego wpisu na Śląski Szlak Zabytków Techniki, że jest niezwykle cenny. To dziwne, bo jednocześnie wydaje się zgodę na jego demontaż, a na szlak chce się wpisać coś niekompletnego, choć mogło by być kompletne. Nie rozumiemy tego...
Podczas spotkania doszliśmy do porozumienia, że Wojewódzki Konserwator Zabytków w Katowicach poprowadzi dalej procedurę wpisu śluz z terenu województwa śląskiego do rejestru zabytków (procedura została wszczęta w zeszłym tygodniu), RZGW w Gliwicach jeszcze raz przyjrzy się projektom pod kątem uratowania tego, co można uratować, natomiast urządzenia, które zostały zdemontowane lub w najbliższym czasie będą, otoczy się szczególną opieką, aby nie zostały uszkodzone. W przyszłości posłużą jako historyczna ekspozycja, najlepiej wyeksponowana na terenie śluz, czyli w miejscu zrozumiałym historycznie dla wszystkich oglądających ten unikalny zabytek hydrotechniki. Szczerze mówiąc nie jest to dla nas najlepsze rozwiązanie. Nie ukrywamy, że naszym życzeniem jest pozostawienie sprawnych maszyn na swoim miejscu. Skoro na śluzach w Kłodnicy, Sławięcicach, Nowej Wsi, a także w Rudzieńcu (tak nas zapewniano) mają pozostać na swoich miejscach, to dlaczego w Dzierżnie i w Łabędach mają zostać zdemontowane? Stojąc obok śluz przez jakiś czas ocaleją, ale właściwie prędzej czy później staną się złomem. Jeśli można je pozostawić na miejscu, niech tam zostaną. My również mamy się stać stroną w sprawie, aby dopomóc w wypełnieniu tych ustaleń. Tyle bez wątpienia wszyscy jesteśmy w stanie zrobić" - relacjonuje przebieg spotkania Dariusz Pietrucha.

Dziękujemy wszystkim za zrozumienie i chęć współpracy. Szczególne podziękowania składamy na ręce dr-a hab. Mirona Urbaniaka, który aż z Wrocławia dojrzał problem. Miejmy nadzieję, że dzięki wspólnym wysiłkom będziemy mogli pokazać naszym dzieciom nie tylko budynki śluz, ale także większość oryginalnych urządzeń, które przetrwały nawet zastosowaną w 1945 roku przez Sowietów wywózkę wszystkich cennych, śląskich przemysłowych urządzeń. Nie chcielibyśmy, aby następne pokolenia oglądały urządzenie tych śluz tylko na obrazkach.
A Kanałowi Gliwickiemu wszyscy życzymy jak najlepiej...

Źródło: profort.org.pl / aut. Dariusz Pietrucha

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.