NRD-owski bunkier z czasów "zimnej wojny" czeka na turystów

Zaktualizowano 5 miesięcy temu

Ukryty w lasach Turyngii bunkier z czasów zimnej wojny oferuje turystom doświadczenie, którego długo nie zapomną: noc w spartańskich warunkach jako żołnierze byłej Armii Ludowej (NVA) komunistycznych Niemiec Wschodnich (NRD).

Nie należy jednak oczekiwać mini-barów, spa i ciepłego powitania przez personel. Goście dostają oryginalne wojskowe spodnie, kurtki, pasy, czapki i maski przeciwgazowe z epoki, podczas gdy mężczyzna w mundurze majora wyszczekuje rozkazy zmuszając ich do marszu przez las w poszukiwaniu bunkra.
Położony nieopodal Waldhotel Rennsteighoehe organizujący to 16-godzinne "prawdziwe doświadczenie", twierdzi, że daje gościom tylko to, czego chcą.
- Zainteresowanie jest duże. To rodzaj zabawy i nie ma być zbyt poważnie, ale ludzie przychodzą żeby doświadczyć też prawdziwej historii i właśnie to dostają - mówi Manuel Ebert pracujący w hotelu.

Po pościeleniu swoich piętrowych łóżek, kobiety obierają i kroją ziemniaki na kolację, podczas gdy mężczyźni stoją na warcie i przygotowują na grillu lokalne pikantne kiełbaski. Po zmroku, żołnierze-turyści mogą sobie pozwolić na małe co nieco - serwowane jest piwo, sznaps i wschodnioniemieckie wino musujące Rotkaeppchen. Bunkier, którego wejście kryje niepozorny domek z zaparkowanymi przed nim czołgami, został zbudowany w roku 1970 i podlegał owianej złą sławą tajnej policji Stasi, która więziła i inwigilowała tysiące obywateli uznawanych za wrogów ówczesnej władzy.
Obiekt miał się stać centrum dowodzenia w przypadku ataku nuklearnego i umożliwić przetrwanie wojskowej elicie, w czasie gdy większość miejscowej ludności zostałaby prawdopodobnie zmieciona z powierzchni ziemi.

Karabiny Kałasznikowa, granaty ręczne, prysznice odkażające i instalacje tlenowe - wszystko to zgromadzono, aby zwiększyć wrażenie autentyczności i pomóc gościom przenieść się w realia zimnej wojny. Goście są w różnym wieku - od 18 do 75 lat. Wielu otrzymało wycieczkę do bunkra w prezencie od przyjaciół lub rodziny, ale przyznają, że doświadczenie jest pouczające, ale i zabawne.
66-letni Hans-George Tiede, który opisuje swoją wizytę z dwoma synami jako "dającą do myślenia", mówi, że za czasów NRD był poborowym w Armii Ludowej, w latach 1972-73.

- To dało mi do myślenia, gdy dowiedziałem się, że takie konstrukcje powstały wtedy na wschodzie. Ile pieniędzy zostało wyrzuconych aby garstka ludzi mogła przeżyć 14 dni dłużej niż inni? - zastanawia się Tiede.
- To pokazuje, jak zmanipulowani byli ludzie i... wciąż mogą być - dodaje.

Źródło: onet.pl

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.