Mało znane ślady Hitlera na Śląsku

Opublikowano 4 lata temu

Zazwyczaj wydaje się nam, że historia, ta wielka, toczyła się gdzieś obok. Czytamy o niej w książkach, oglądamy filmy, ale wszystko wydaje się takie dalekie, że wręcz abstrakcyjne. Okazuje się jednak, że wielka historia jest częścią naszego życia, ulic, po których codziennie chodzimy, domów, w których mieszkamy. Tak właśnie jest na Śląsku. Jeżeli ktoś nie chce w to uwierzyć, zapraszamy na spacer mniej znanymi ścieżkami II wojny światowej.

Wilcze Gardło w Gliwicach

Górny Śląsk od końca 1921 roku był przecięty granicą. Sztuczną, bo wytyczoną w gabinetach wielkich polityków, przecinającą dzielnice, ulice i podwórka. Zarówno niemiecka, jak i polska strona starała się dbać o swoich obywateli, bo to było politycznie poprawne. Oczywiście dbać na swój sposób. W Gliwicach (niem. Gleiwitz), mieście będącym po niemieckiej stronie, dla politycznej elity związanej z nazistowskim systemem władzy zaczęto budować specjalne osiedle. Nietypowe, budowane od 1937 roku w stylu starogermańskim, było przeznaczone dla lokalnych członków SA, NSDAP i SS. Nazywano je "Mustersiedlung Eichenkamp" lub "SA-Siedlung Eichenkamp", a później "Glaubenstadt". Jego projektodawcą był bytomski architekt Rudolf Fischer. Tak naprawdę nigdy nie zostało dokończone. Osiedle istnieje do dnia dzisiejszego, a nazywane jest "Wilczym Gardłem". Obecnie jest częścią miasta Gliwice, ale trudno je znaleźć. Nic w tym dziwnego, bo właśnie tak miało być według jego projektodawców.

Radiostacja gliwicka

Propaganda była dla nazistów bardzo ważna. Szczególnie ta, którą można było dotrzeć do ludzi za pomocą radia. Pomimo tego, że w Gliwicach istniał już budynek radiostacji, zaraz po objęciu władzy przez nazistów rozpoczęto budowę nowego kompleksu, bardzo nowoczesnego i wyposażonego w wysoką wieżę, która obecnie stała się chyba najbardziej rozpoznawalnym symbolem miasta Gliwice. Nadzór nad budową radiostacji sprawował Erich Nittritz, a uroczystego otwarcia dokonał sam Joseph Goebbels. To właśnie w tym miejscu w dniu 31 sierpnia 1939 roku doszło do słynnej akcji prowokacyjnej, którą mylnie zapamiętano jako operację "Himmler". Udający Polaków SS-mani napadli na budynek niemieckiej radiostacji i próbowali nadać w eter komunikat o wyraźnie antyniemieckim przesłaniu. Wycofując się pozostawili zwłoki ubrane w polskie mundury. Następnego dnia właśnie o tym wydarzeniu mówił w swoim publicznym przemówieniu Adolf Hitler, usprawiedliwiając swój kraj, który był już w stanie wojny z Polską. Budynek radiostacji i słynna wieża istnieje do dnia dzisiejszego i jest częścią Muzeum Miasta Gliwice. Mało kto wie, że wieża gliwickiej radiostacji jest obecnie najwyższą drewnianą budowlą na świecie (111 metrów wysokości).

Kanał Gliwicki - Adolf Hitler Kanal

Szybki i tani transport towarów i surowców, szczególnie w tak uprzemysłowionym obszarze, jaki był i ciągle jeszcze jest Śląsk, zawsze był bardzo ważny. Transport wodny należy do najtańszych, a jednocześnie najbardziej niezawodnych. Co prawda obszar Śląska nie bardzo kojarzy się z żeglugą, a jednak w XVIII wieku wybudowano Kanał Kłodnicki, który po czasie okazał się niewystarczający. Jego relikty istnieją do dzisiaj. Po dojściu nazistów do władzy rozpoczęto budowę Kanału Gliwickiego, któremu nadano nazwę Adolf Hitler Kanal. Zaczyna się w porcie w Gliwicach-Łabędach, a kończy w Kędzierzynie-Koźlu. Po drodze znajduje się sześć śluz wodnych, z tego dwie wyrównujące różnicę poziomów o wysokości ponad 10 metrów. Jego budową kierował Artur Albrecht, a uroczystego otwarcia w 1939 roku dokonał Rudolf Hess. Projektowano jego połączenie z kanałem Odra-Dunaj, co otworzyłoby przed śląską żeglugą ogromne możliwości. Kanał Gliwicki, praktycznie w nienaruszonym stanie (obecnie trwa jego modernizacja, która może oznaczać utratę sporej części walorów zabytkowych), istnieje do dnia dzisiejszego. W mniejszym stopniu pełni funkcję gospodarczą, gdyż bardziej skłania się ku turystyce. I słusznie, bo popłynąć statkiem przez Śląsk to nie lada atrakcja.

Góra św. Anny

Góra św. Anny (niem. Annaberg) jest miejscem niecodziennym. Jej religijny charakter jest ogólnie znany, ale ma również swoje wojenne tajemnice. Po dojściu nazistów do władzy postanowiono, że w miejscowym kamieniołomie powstanie jeden z największych amfiteatrów, który miał służyć celom propagandowym (tzw. "Feierstatte"). Wybudowano go w latach 1934-1936. Twórcami projektu tego plenerowego założenia byli berlińscy architekci Franz Boehmer i Georg Petrich. Ale to nie koniec. W związku z tym, że na Górze św. Anny podczas II powstania śląskiego rozegrały się ciężkie walki pomiędzy polskimi oddziałami powstańczymi a członkami niemieckiego Selbschutzu i Freikorpsu zdecydowano, że miejsce przelewu krwi zostanie upamiętnione w specjalny sposób. Wybudowano mauzoleum poświęcone poległym członkom niemieckich formacji, które zaprojektował Robert Tischler. Mauzoleum powstało w latach 1936-1938 i miało podziemną część nazywaną Halą Zmarłych.
W 1938 roku nastąpiło uroczyste otwarcie całego kompleksu, którego dokonał górnośląski gauleiter NSDAP Josef Wagner. Dzisiaj po mauzoleum nie ma już śladu, gdyż po wojnie zostało rozebrane, a w jego miejscu postawiono istniejący do dzisiaj pomnik poświęcony polskim powstańcom, którego autorem jest Xawery Dunikowski. Podczas II wojny światowej na Górze św. Anny znajdował się ośrodek szkoleniowy dla niemieckich dywersantów, obóz jeniecki, obóz pracowników przymusowych, filia obozu koncentracyjnego oraz placówka zorganizowana przez Niemców dla Volksdeutschów. Amfiteatr (jeden z największych na świecie) nadal ozdabia zbocze dawnego annaberskiego kamieniołomu. Niedawno członkowie Stowarzyszenia "Pro Fortalicium" odkryli podziemną część, będącą pozostałością po dawnej Hali Zmarłych.

Schron bojowy Regelbaum 116 w Zbrosławicach

Na krótko przed wybuchem II wojny światowej Niemcy zaczęli wznosić nadgraniczne fortyfikacje określane mianem Niemieckiej Pozycji Górnośląskiej. Ich największe nagromadzenie znajduje się w niepozornej miejscowości Zbrosławice, gdzie znajduje się ich aż jedenaście. Dlaczego aż tak dużo? W pobliskich Tarnowskich Górach znajdował się silny polski garnizon wojskowy, który mógł uderzyć w kierunku niemieckich Gliwic. Dlatego wybudowano tak silny punkt oporu, zagradzający Polakom drogę na Gliwice. Niemcy nie zdążyli ich dokończyć przed wybuchem wojny. Ciekawostką jest fakt, że wybudowane w Zbrosławicach obiekty Niemcy wyposażali w czeskie elementy pancerne, które zdemontowali w zajętych przez siebie Czechach. Na krótko przed wybuchem wojny schron został obsadzony przez niemiecką załogę. Obecnie jest wyremontowany i udostępniony do zwiedzania przez członków Stowarzyszenia "Pro Fortalicium". Mieścił w sobie stanowiska karabinów maszynowych i armatki przeciwpancernej.

Schronisko Hitlerjugend w Zbrosławicach

Wychowanie młodzieży w duchu narodowosocjalistycznym było dla nazistów jednym z priorytetów polityki społecznej. Nowe pokolenie miało być gwarantem trwałości tysiącletniej III Rzeszy. Dla młodzieży budowano więc specjalne ośrodki, które miały owe wychowanie ułatwić. Jeden z nich, uważany za wzorcowy, znajduje się w Zbrosławicach, które wtedy nosiły niemiecką nazwę Dramatal-West. Projektantem budynku zbrosławickiego ośrodka Hitlerjugend był wrocławski architekt Gunter Nitschke. Schronisko zostało wybudowane na stromym wzgórzu, z którego rozciągał się doskonały widok na okoliczne górnośląskie miasta. Baza została oficjalnie otwarta w 1937 roku przez Baldura von Schiracha, ogólnoniemieckiego szefa Hitlerjugend. Budynek schroniska istnieje do dnia dzisiejszego, ale znajduje się w nim ośrodek leczniczy dla dzieci, więc raczej można podziwiać go jedynie z zewnątrz.

Obóz koncentracyjny w Sławięcicach

Wszyscy znamy obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, który był miejscem masowej zagłady. Każdego roku jest odwiedzany przez wiele tysięcy ludzi z całego świata, którym przypomina się, czym było drugowojenne ludobójstwo. Ale były też inne, które pozostają zapomniane, a ślady po nich sukcesywnie znikają. Do takich miejsc należą Sławięcice niedaleko Kędzierzyna-Koźla. Przed miejscowością Blachownia Śląska w lasach znajdują się relikty gigantycznego kompleksu obozowego, powstałego w 1940 roku i rozwijającego się prawie do końca wojny. Najpierw był to obóz ciężkiej pracy, w którym znaleźli się Polacy z Generalnego Gubernatorstwa i mieszkańcy Protektoratu Czech i Moraw złapani w ulicznych łapankach, a także dłużnicy podatków gruntowych i wysiedleńcy. Później powstały kolejne obozy dla Żydów pochodzących z Polski, Grecji, Węgier, Czech, Słowacji, Niemiec, Rumunii, Belgii, Francji i wielu innych krajów, a także obóz dla różnej narodowości więźniów politycznych. W Sławięcicach znajdował się również duży obóz dla jeńców wojennych, w którym przebywali Francuzi, Brytyjczycy, Polacy, Rosjanie, Holendrzy, Belgowie, Włosi i Jugosłowianie. Cały kompleks obozowy nazywano "Blechhammer". Więźniowie uważali go za obóz cięższy od samego Oświęcimia. Do dzisiaj w lasach można spotkać resztki "Arbeitslager Blechhammer", rozrzucone na wielu hektarach, niszczejące i zapomniane.

Podziemia pod Wzgórzem Zamkowym w Będzinie

Podziemia pod Wzgórzem Zamkowym w Będzinie zaczęto prawdopodobnie budować w 1942 roku, początkowo przeznaczając je na schron przeciwlotniczy. Rozpoczęło się drążenie podziemnych sztolni we wzgórzu, na którym znajduje się słynny piastowski zamek w Będzinie (niem. Bendsburg). Niemcy stworzyli w ten sposób rozległy system podziemnych korytarzy. Bardzo prawdopodobne, że później zmieniono ich przeznaczenie, gdyż na wybetonowanych ścianach w części podziemi widać ślady przygotowań pod rozległą instalację elektryczną. Być może miała to być podziemna fabryka, ale nie ma na to żadnego potwierdzenia. Budowę porzucono na krótko przed zajęciem tych terenów przez Armię Czerwoną. Tak naprawdę będzińskie podziemia do dzisiaj pozostają tajemnicą. W ostatnim czasie rozpoczął się ich remont przez władze miasta Będzin i wkrótce będą udostępnione do zwiedzania.

Pałac w Łące Prudnickiej

Pod Prudnikiem znajduje się mała, niepozorna miejscowość o nazwie Łąka Prudnicka. Można ją minąć nie zauważając niczego. Jednakże znajdują się tam ruiny wielkiego pałacu będącego przed wojną i podczas jej trwania własnością rodu von Choltitz. To właśnie w tym pałacu urodził się gen. Dietrich von Choltitz, który w 1944 roku był niemieckim komendantem obrony Paryża. To dzięki niemu, wbrew rozkazowi Adolfa Hitlera, w stolicy Francji nie zostały wysadzone w powietrze najważniejsze budowle. Choltitz, ryzykując życiem własnej rodziny, nie wykonał tego rozkazu, a Paryż ocalał.

Źródło: wp.pl / Autor: Dariusz Pietrucha
Autor jest prezesem stowarzyszenia Pro Fortalicium

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.