Dziwny obiekt na dnie Bałtyku

Opublikowano 3 lata temu
Dziwny obiekt na dnie Bałtyku

W czerwcu 2011 r. u wejścia do Zatoki Botnickiej szwedzcy nurkowie odkryli dziwną strukturę wystającą z dna. Jej symetryczne kształty sugerowały, że nie jest to dzieło natury. Pojawiły się teorie, że to wrak UFO, supertajna broń Hitlera albo pozostałości "skandynawskiej Atlantydy". Jaka jest prawda o słynnej "bałtyckiej anomalii", o której w internecie krążą legendy?

Ta dziwna historia zaczęła się w czerwcu 2011 r., gdy grupa nurków pod kierownictwem Petera Lindberga szukała w północnej części Bałtyku wraków statków. Linberg w Szwecji zyskał sobie opinię poszukiwacza skarbów, kiedy w 1997 r. u wybrzeży fińskiego Rauma wydobył na powierzchnię wrak statku Jönköping, który w 1916 r. został zatopiony przez niemieckiego U-boota. Wiadomo było, że jednostka przewoziła dla Rosjan spory ładunek wina i szampana, którego zimne wody Bałtyku doskonale zakonserwowały. Lindberg, wiedząc od nurków, że część ocalała zwęszył fortunę i zainwestował w wyciągnięcie statku, znajdując jakieś 2000 nietkniętych butelek szampana o łącznej wartości ok. 8 mln USD. Jönköpinga, ponieważ nie nadawał się do renowacji, zatopiono.

W czerwcu 2011 r. do Lindberga znowu uśmiechnął się los. U wrót Zatoki Botnickiej, między brzegami Szwecji i Finlandii, niedaleko wyspy Gotlandia, odczyt z sonaru pokazał coś bardzo nietypowego - kolistą strukturę na głębokości ok. 85"90 m wyraźnie wznoszącą się ponad dno. Była zbyt symetryczna jak na formację naturalną. Nie był to też statek, a jeśli już, to chyba kosmiczny!
Lindberg i jego kompan, Dennis Åsberg wyczuli w znalezisku potencjał, zdając sobie sprawę, że media szybko podchwycą temat. Tak też się stało, a słowa, które padły na konferencji zorganizowanej w sierpniu 2011 r. tylko podgrzały atmosferę.
- Co naprawdę tam leży? Musimy ustalić, czym jest nasze znalezisko. Media spekulują, że może to być dosłownie wszystko - od UFO po rosyjski statek kosmiczny. Na chwilę obecną znamy rozmiary obiektu, a dzięki danym z sonaru wiemy też, że owa "anomalia" posiada coś w rodzaju "ogona", który ciągnie się za nią na ok. 500 m po morskim dnie. Nie potrafimy powiedzieć, jak to coś trafiło do Bałtyku i czy tam skądś spadło, czy raczej jest to obiekt naturalny - powiedział Lindberg.

Że był to sezon ogórkowy, w mediach zawrzało, ale trzeba też pamiętać, że znalezisko było całkiem realne i nie było wątpliwości, że "bałtycka anomalia" (jak ją nazwano) rzeczywiście tam jest. Z pomiarów wynikało, że ma ok. 60 m średnicy i jest niemal "idealnie okrągła", wystając nad dno na ok. 3?4 m. Zapadła też decyzja, że w 2012 r. ekipa Lindberga podejmie próbę dotarcia do celu i przebadania go.
W międzyczasie sprawa wyszła poza szwedzkie media i stała się przedmiotem spekulacji. Jednym obiekt przypominał słynnego Sokoła Millenium z "Gwiezdnych Wojen", innym statek kosmity z horroru "Coś", który także został uziemiony, tyle że nie w Bałtyku, a w arktycznym lodzie.
Wyniki wspomnianej ekspedycji z czerwca 2012 r. niestety odebrały nadzieję tym, którzy myśleli, że to statek obcych. Nie był to jednak koniec kontrowersji.
"Grupa zanurkowała do kolistego obiektu i spotkała się z czymś, czego do tej pory nie widziała" - brzmiało sensacyjne oświadczenie prasowe. "Początkowo nurkowie myśleli, że to tylko skalny klif, ale po bliższych oględzinach okazało się, że obiekt wygląda jak kapelusz wielkiego grzyba wznoszący się 3-4 m nad poziom dna, z zaokrąglonymi bokami (...). Znajdował się też w nim jajowaty otwór przypominający wejście do środka".
Stefan Hogeborn - jeden z nurków grupy Ocean X Team, którą kieruje Lindberg, mówił, że nigdy czegoś takiego nie widział, a wyprawa przyniosła więcej pytań niż odpowiedzi. I choć nie był to wrak UFO, nie była to też zwykła skała, a raczej coś czarnego, wyglądającego jak lawa. Stwierdził też, że na miejscu nie znaleziono żadnych odłamków metalu. Media wolały jednak bardziej sensacyjne doniesienia i cytowały słowa Hogeborna o tym, że w pobliżu anomalii z jakichś przyczyn wariuje sprzęt elektroniczny.

Lindberg wtórował koledze, dodając, że od obiektu ciągnie się po dnie długi pas. Sama anomalia przypominała mu z kolei coś wykutego z "szorstkiego granitu" i tak naprawdę składała się z kilku oddzielnych struktur. Nurkom udało się odłupać od niej kilka fragmentów, które przekazali do analizy.
Wrzawa wokół "bałtyckiej anomalii" pociągnęła za sobą reakcję grona ekspertów, z których każdy przedstawiał własne wyjaśnienia.
Pierwsze sugestie mówiły, że jest to część zgubiona przez okręt wojenny - wieżyczka strzelnicza albo osłona działa. Kiedy okazało się, że to coś z kamienia, szwedzkie media zaczęły spekulować, że Lindberg znalazł betonowy sarkofag na odpady chemiczne albo nuklearne zrzucony tam potajemnie przez Rosjan. W 2010 r. w Szwecji wybuchła nawet związana z tym afera, po tym, jak jeden z agentów wywiadu ujawnił, że na początku lat 90. Rosjanie potajemnie zatapiali pojemniki z toksycznymi substancjami u wybrzeży Gotlandii.

Anders Autellus - były oficer floty podwodnej Szwecji zasugerował inne rozwiązanie. Jego zdaniem był to element "pułapki na łodzie podwodne" zarzuconej jeszcze przez Niemców. Dokładniej rzecz ujmując, był to obciążnik, do którego przyczepione były mocne sieci mające blokować ruch Sowietów.
Powodem, dla którego temat "czegoś" zatopionego w Bałtyku tak zainteresował Szwedów były niewyjaśnione historie z przeszłości. W 1946 r. przez ich kraj przetoczyła się fala obserwacji "widmowych rakiet" (szw. Spökraketer). Były to obiekty przypominające pociski rakietowe, często ze statecznikami lub skrzydłami (ale nierzadko bez nich), które wywołały prawdziwy popłoch, tym bardziej że - jak potem ustaliła specjalna komisja rządowa - zebrano ok. 100 relacji o ich rozbiciu się. W lipcu 1946 r. jeden z nich spadł i wybuchł w jeziorze Kölmjärv, ale przybyła na miejsce specjalna grupa operacyjna z Boden nie znalazła żadnych szczątków poza kraterem i poszarpaną roślinnością. Sprawa była na tyle poważna, że Szwedzi poprosili o konsultacje Amerykanów. Ich wywiad donosił, że widmowe rakiety to przejęte i testowane przez Sowietów eksperymentalne pociski wystrzeliwane ze słynnego nazistowskiego ośrodka doświadczalnego Pennemünde. Moskwa jednak wyparła się odpowiedzialności, a Szwedzi nigdy nie potwierdzili, by tamte obiekty wystrzeliwali Rosjanie, tym bardziej że identyczny problem w tym samym czasie miała Grecja, także niepotrafiąca ustalić co to. Niektórzy nawet dopatrywali się w zjawisku związków z UFO, bo obiekty, choć wyglądały na rakiety, poruszały się raczej powoli i nie wyrządziły większych szkód.
Kiedy jednak geolodzy przeanalizowali próbki wyłowione przez ekipę Lindberga, okazało się, że anomalii bałtyckiej nie można łączyć z Hitlerem, Spökraketer ani Rosjanami. Zdaniem Volkera Brücherta z Uniwersytetu Sztokholmskiego próbki zawierały m.in. kawałki gnejsu, granitu, piaskowca, a także bazaltu, co oznaczało, że anomalia może być skalną formacją, którą do morza zepchnął lodowiec. Hipotezę, że jest to ślad wulkanicznej aktywności w Zatoce Botnickiej, uznał za mało realną.

Najnowsze schematy pokazują też, że bałtycka anomalia wcale nie jest "perfekcyjnie okrągła", tylko mocno nieregularna i spękana. O ile porzucono hipotezę, że jest ona zatopionym UFO, internauci, którzy nadal wierzą, że nie jest to nic normalnego, sugerują, że może to być "szwedzka Atlantyda". Anomalia przywodzi im bowiem na myśl monument Yonaguni - podwodną skalną strukturę leżącą na południowo-zachodnim krańcu Japonii, w której nieznana cywilizacja wykuła korytarze i tarasy.
- Ta bałtycka anomalia to nic innego jak geologiczna formacja - odpowiada na to Clas Svahn - dziennikarz i długoletni prezes organizacji ufologicznej UFO Sverige.
Svahn dodaje, że nie podoba mu się zbytnio atmosfera sensacji, jaką wywołała grupa Lindberga, który, jak to z łowcami skarbów bywa, nadal przeczesuje dno Bałtyku w poszukiwaniu szczęścia. Pod koniec lipca 2015 r. znowu mu ono dopisało. Znalazł kolejny skarb - łódź podwodną klasy "Som" ("Sum") należącą do carskiej floty, zatopioną w 1916 r.

Źródło: onet.pl / Piotr Cielebiaś

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.