Tajemnicza wyspa - pałac w Radomierzycach

Opublikowano 3 lata temu
Tajemnicza wyspa - pałac w Radomierzycach

W latach 90. minionego wieku nieznani sprawcy torturowali i zamordowali byłego premiera Piotra Jaroszewicza, przewodnika sudeckiego i publicystę Tadeusza Stecia oraz generała Jerzego Fonkowicza. Co ich łączyło? Znajomość z 1945 roku, kiedy powierzono im misję zabezpieczenia supertajnego archiwum Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. Tuż po wojnie w ich ręce wpadło 300 tysięcy teczek personalnych ukrytych za pancernymi drzwiami w ogromnym pałacu na wyspie...

Skąd się wzięły w Radomierzycach nad Nysą Łużycką? W 1944 roku prowadzono tu ściśle tajne prace budowlane, czego efektem był opancerzony skarbiec umieszczony w pałacu na wodzie. Niebawem zaczęto tu zwozić dokumenty szpiegowskie z całej Europy. Inicjatorem przedsięwzięcia był generał Walter Schellenberg, szef wywiadu SS, dla którego kompromitujące teczki miały być kartą przetargową w rokowaniach z aliantami. Wbrew tym rachubom alianci ofertę odrzucili, natomiast archiwa niespodziewanie wpadły w ręce Polaków.

Misję przerwano wskutek interwencji Armii Czerwonej. Archiwum zostało wywiezione do Związku Radzieckiego. Jednak część dokumentów pozostała w polskich rękach, co wciąż prowokuje do sensacyjnych spekulacji nt. powodów zabójstwa Jaroszewicza. Nie zanosi się na dopisanie zakończenia tej historii, tym łatwiej powinien wyjść z cienia ów ogromny pałac na wyspie. Tak się jednak nie dzieje. Trudno w to uwierzyć, bo to zdumiewająca barokowa rezydencja, jedna z najpiękniejszych w tej części Europy...
Monumentalny pałac w Radomierzycach pod Zgorzelcem został wzniesiony 300 lat temu przez Joachima von Zieglera, szambelana Augusta II Mocnego. Pogłoski, jakoby polski król uwięził tu hrabinę Cosel, są nieprawdziwe i niepotrzebne, bo potencjał marketingowy Radomierzyc i bez tego jest nadzwyczajny.

Bywali tu m.in. król, cesarz i prezydent Niemiec. Podziwiali baśniowe dzieło najlepszych saskich architektów, ogrodników i rzemieślników. Kominów tu tyle, ile miesięcy w roku, 52 wielkich drzwi odpowiada liczbie tygodni, 365 okien - liczbie dni. Wszystko to opasane szeroką wstęgą fosy i wałem obsadzonym szpalerem starych jak pałac drzew. Do odurzającej kwiatami luksusowej samotni prowadził tylko jeden przerzucony przez fosę most.
Ziegler zmarł bezpotomnie, zapisując majątek fundacji otaczającej opieką zubożałe szlachcianki wyznania ewangelickiego. Przetrwała do końca II wojny światowej, zarazem końca świetności majątku. Niebawem pałac padł łupem czerwonoarmistów. Dzieło zniszczenia kontynuowali WOP-iści i PGR.
Wojnę rezydencja przetrwała w znakomitym stanie. W przerażającą ruinę, jak po bombardowaniu, zamieniła się przez pół wieku pokoju. Rezydencja opuszczona w latach 50. była celem ustawicznego rabunku i dewastacji. Szczytem barbarzyństwa okazała się... legalna działalność pobliskiej elektrowni "Turów". Za zgodą konserwatora zabytków z pałacu i parku znikły m.in. rzeźby, kominki, piece i posadzki. Wyposażenie wywożono przez 2 lata, by nim ozdobić ośrodek wypoczynkowy w Bogatyni. W książce Joanny Lamparskiej czytamy, że kamieniarkę przekazano w formie depozytu, "nic jednak nie wróciło na miejsce".

Pierwszy prywatny właściciel w latach 90. chciał tu otworzyć kasyno, kolejny centrum konferencyjno-hotelowe. Okazało się, że Marek Głowacki, szef firmy Gerda, nie żartuje. W latach 1999-2003 dokonał niemożliwego. Odbudował pałacowe dachy i stropy, pawilon ogrodowy i myśliwski oraz cztery oficyny. Rekonstrukcji doczekały się także balustrady i liczne kamienne rzeźby. Od celu dzieliła Głowackiego jedynie restauracja zrujnowanych pałacowych wnętrz. Zmarł nieoczekiwanie w 2003 roku. Dwa lata później prace utknęły w martwym punkcie.
Od śmierci żony Marka Głowackiego w całej okolicy mówi się o spadkobierczyniach, córce i wnuczce właściciela Gerdy. Słyszeli o nich pracownicy pałacu w Łagowie, mieszkańcy pobliskiej Posady, wędkarze nad Nysą Łużycką w samych Radomierzycach. Jednak nikt nie wie, jakie mają zamiary. Także wójt gminy Zgorzelec Piotr Machaj, który domyśla się, że przebywają za granicą.

Tymczasem od 10 lat w spowitym legendą wielkim pałacu panuje kompletna cisza. Wieczorami zagląda tu tylko jeden strażnik. Czasem przemknie wiatr, zatrzeszczą stare, trzystuletnie drzewa...

Źródło: onet.pl

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.