Sanatorium grozy w Barcinku

Zaktualizowano 1 miesiąc temu

Wiosną 2011 roku "Gazeta Wrocławska" - z ekscytacją powiadamiała o rozpoczętej rewitalizacji zapomnianego sanatorium w Barcinku pod Jelenią Górą. Inwestor roztaczał wówczas wizję czterogwiazdkowego hotelu i luksusowego SPA, choć w parku zaledwie przycinano korony drzew. Dziś to jedyny ślad po szumnie zapowiadanej inwestycji...

Uzdrowisko powstało w 1878 roku. Wedle Romualda M. Łuczyńskiego z pomocą hydroterapii leczono tu "wszelkie dolegliwości", od chorób płuc i gardła po paraliż, hemoroidy i liszaje. Kuracjusze mieli do dyspozycji nowoczesny, oświetlony elektrycznością dom sanatoryjny, pawilon z wannami i czarującą dolinę Kamienicy. Poza spacerami, bilardem i piwem w pobliskiej karczmie rozrywek było niewiele. Mimo to wieś cieszyła się turystyczną popularnością aż do 1935 roku, kiedy to zakład przyrodoleczniczy przekazano Luftwaffe. Po wojnie w granicach Polski leczono w Barcinku funkcjonariuszy "bezpieki", po czym uzdrowisko na cztery dekady stało się ośrodkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i azylem dla schorowanych milicjantów.

W 1990 roku sanatorium przeniesiono do pobliskich Cieplic. Wedle mieszkańców Barcinka tylko na czas generalnego remontu w zaniedbanych obiektach uzdrowiska. Na to jednak pieniędzy zabrakło, natomiast pełzającym wyrokiem śmierci okazała się prywatyzacja. Opuszczone budynki zostały wydane na pastwę okolicznej dziczy. Zaczęły znikać kaloryfery, instalacje, belki stropowe, dachówki. W sanatorium runął dach i stropy, zrujnowany pawilon z wannami zamienił się w wysypisko śmieci. Pożar zamiast przerazić, wywołał zdziwienie, że w tej ruinie można jeszcze wzniecić ogień...

Tym większą sensacją stały się zapowiedzi wrocławskiej firmy West Real Estate SA, która zabytkowe zgliszcza chciała adaptować i rozbudować. Efektem miało być nawiązujące do przedwojennej nazwy miejscowości Berthelsdorf Medical Spa z 210 klimatyzowanymi pokojami i apartamentami, dwie restauracje, dwa drink bary, centrum odnowy biologicznej, a nawet aquapark. Jednak w 2013 roku, kiedy prace powinny dobiegać końca, inwestor dopiero szykował wniosek o pozwolenie na budowę. Jak mu poszło? Trudno się tego dowiedzieć, kiedy podane przez niego numery telefonów odpowiadają zwięzłym komunikatem: "abonent czasowo niedostępny - lub "nie ma takiego numeru"...

Źródło: onet.pl

Korzystając z tej strony akceptujesz, że w Twoim urządzeniu końcowym zostaną zainstalowane pliki cookies, które umożliwiają nam świadczenie usług. Brak zgody na pliki cookies oznacza, że pewne funkcjonalności strony mogą być niedostępne. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Cookies.