Stuletni krzyż w Miasteczku Śląskim
Stuletni krzyż w Miasteczku Śląskim zlokalizowany jest on na skrzyżowaniu ulicy Woźnickiej oraz historycznego traktu znanego jako Droga Stuletnia. Ten z pozoru niepozorny, przydrożny monument znajduje się w gęstym lesie, niemal dokładnie w połowie drogi pomiędzy miejscowościami Miotek oraz Żyglinek. Jego bliskim sąsiedztwem jest również charakterystyczny obiekt infrastruktury technicznej, powszechnie nazywany przez miejscowych Stacją Pomp.
Zmieniające się oblicze i nazewnictwo zabytku
Na przestrzeni dziesięcioleci ten wyjątkowy pomnik wielokrotnie zmieniał swój wygląd oraz materiał budulcowy, z którego był wykonywany przez lokalnych rzemieślników. Najdłużej jednak w tym miejscu dumnie wznosił się krzyż w całości wystrugany z drewna. Okoliczna ludność od wielu wieków tradycyjnie zwała go Stuletnim Krzyżem, co trwale zapisało się w powszechnej świadomości. Warto jednak zaznaczyć, że w starych, urzędowych dokumentach oraz historycznych zapiskach obiekt ten był równie często wzmiankowany pod alternatywną nazwą jako Czerwony Krzyż.
Mroczna przeszłość leśnego zakrętu
Miejsce posadowienia tego sakralnego symbolu nie było w żadnym wypadku dziełem przypadku. Został on celowo usytuowany na ostrym zakręcie drogi, który przez długie wieki był niemym świadkiem bardzo licznych i krwawych tragedii. Znaczne oddalenie od jakichkolwiek siedzib ludzkich, wyjątkowo gęste i rozległe lasy oraz mocno uczęszczany szlak handlowy stanowiły wprost wymarzone środowisko do prowadzenia zorganizowanych, bezwzględnych działań rozbójniczych. To właśnie na tym odosobnionym odcinku brutalne bandy urządzały bezlitosne zasadzki na bezbronnych podróżnych.
Brutalne napady na kupców i rolników
Głównym celem leśnych rabusiów byli strudzeni wędrowcy, którzy przemieszczali się ważną drogą prowadzącą z takich ośrodków miejskich jak Bytom i Tarnowskie Góry w kierunku północnym. Ich docelowymi punktami długiej podróży były najczęściej Woźniki, urokliwa Lubsza oraz oddalony Boronów. Bezwzględni bandyci w okrutny sposób mordowali swoje ofiary, nie mając litości absolutnie dla nikogo.
- Ofiarami krwawych napadów padali bardzo często bogaci kupcy podróżujący z cennym, importowanym towarem.
- Bandyci nie gardzili również biednymi rolnikami, którzy samotnie wracali z niewielkim utargiem ze wspomnianych placów targowych.
- Po dokonaniu zbrodni i kradzieży mienia, napadniętych i rannych ludzi często pozostawiano w gęstym lesie na pewne pożarcie głodnym wilkom.
Sposoby obrony przed bandytami i koniec napadów
W obliczu stale rosnącego zagrożenia na tym ponurym trakcie, ówcześni woźnicy i podróżni próbowali na różne sposoby zwiększyć swoje bezpieczeństwo w czasie transportu. Podstawową metodą samoobrony było formowanie długich, zorganizowanych kolumn wozów towarowych oraz chłopskich furmanek. Niestety, w starciu z bezwzględnymi i dobrze ukrytymi bandami, bardzo często nawet podróżowanie w dużej grupie nie chroniło kupców przed rozlewem krwi i utratą dorobku całego życia. Ten przerażający proceder trwał przez pokolenia, a regularne napady ustały całkowicie dopiero w połowie dwudziestego wieku. Główną i naturalną przyczyną trwałej poprawy bezpieczeństwa był ostateczny zanik powolnego transportu konnego, który w naturalny sposób ustąpił miejsca szybkiej motoryzacji.
Tajemnicza budowla i gejzer wody przy krzyżu
Wokół tego intrygującego miejsca unosi się nie tylko aura dawnych zbrodni, ale również ciekawostka związana z inżynierią i naturą. W bezpośrednim sąsiedztwie opisywanego monumentu znajduje się bardzo charakterystyczna, solidna budowla wykonana z betonu. Z obiektem tym wiąże się ciekawe zjawisko, ponieważ w minionych latach wytryskał z niego silny gejzer wody.


