Szubienica na Straconce w Miłkowie
Szubienica na Straconce w Miłkowie to obiekt owiany mroczną tajemnicą, stanowiący jeden z najbardziej unikalnych i najlepiej zachowanych zabytków dawnego prawa karnego na terenie Dolnego Śląska. Ta kamienna budowla, będąca niemym świadkiem dawnych tragedii i surowego wymiaru sprawiedliwości, jest jedyną tak dobrze utrzymaną konstrukcją tego typu w całym paśmie górskim Karkonosze oraz jedną z nielicznych w Sudetach. Położona na malowniczym, choć historycznie naznaczonym cierpieniem wzgórzu, przyciąga dziś turystów poszukujących nie tylko pięknych widoków, ale także głębszego zrozumienia historii regionu, w której życie ludzkie często zależało od woli lokalnego pana.
Lokalizacja i dostępność zabytku
Zabytek znajduje się na niewielkim wzniesieniu o nazwie Straconka, zlokalizowanym pomiędzy miejscowościami Miłków a Ściegny. Aby dotrzeć do tego historycznego miejsca, należy kierować się drogą wojewódzką nr 366. Ruiny szubienicy są usytuowane około 200 metrów od ronda, po lewej stronie drogi jadąc od strony Miłkowa. Choć dziś miejsce to jest spokojne i porośnięte roślinnością, w przeszłości było doskonale widoczne z dużej odległości, co miało kluczowe znaczenie dla jego funkcji prewencyjnej i odstraszającej potencjalnych przestępców.
Geneza powstania miejsca kaźni
Historia tego ponurego obiektu sięga drugiej połowy XVII wieku. Szubienica studniowa na Straconce powstała prawdopodobnie w 1677 roku. Jej fundatorem był baron Carl Heinrich von Zierotin (w niektórych źródłach występujący jako Zieratin), postać, która zapisała się w lokalnych kronikach jako człowiek surowy, a przez niektórych uważana wręcz za największego oprawcę w regionie. Budowa miejsca straceń była bezpośrednio związana z uzyskaniem przez barona przywilejów sądowych.
Wspomniany arystokrata odkupił od miasta Jelenia Góra prawo sądownictwa wyższego (ius gladii – prawo miecza), co pozwoliło mu na samodzielne sądzenie i karanie swoich poddanych, włączając w to karę śmierci. Był to krok mający na celu umocnienie jego władzy na podległym mu terenie oraz zaprowadzenie żelaznej dyscypliny wśród lokalnej ludności.
Tło historyczne i niepokoje społeczne
Decyzja o budowie szubienicy nie była podyktowana jedynie kaprysem magnata, ale wynikała również z trudnej sytuacji społeczno-politycznej tamtego okresu. Po zakończeniu wojny trzydziestoletniej na Śląsku nastały bardzo niespokojne czasy. Region targały wszechobecne bunty chłopskie, które często miały podłoże religijne. Konflikty te były ściśle związane z redukcją kościołów protestanckich i przymusowym usuwaniem ze wsi kaznodziei tego wyznania w ramach akcji kontrreformacyjnej.
Opór ludności wobec zmian religijnych i feudalnego ucisku zmusił władze oraz lokalnych panów do podjęcia rygorystycznych i brutalnych posunięć. Publiczne egzekucje miały stać się skutecznym narzędziem terroru, pacyfikującym nastroje społeczne i zniechęcającym do jakiegokolwiek nieposłuszeństwa wobec władzy świeckiej i duchownej.
Architektura szubienicy studniowej
Obiekt w Miłkowie reprezentuje typ tzw. szubienicy studniowej, charakterystyczny dla nowożytnego sądownictwa na Śląsku. Miała ona formę cylindrycznej, kamiennej budowli przypominającej studnię, stąd jej nazwa. Konstrukcja opierała się na solidnych fundamentach i wznosiła się ku górze, gdzie na koronie murów osadzone były trzy kamienne filary (kolumny). To właśnie na nich spoczywały drewniane belki, do których przytwierdzano sznury szubieniczne.
Wejście do wnętrza cylindra prowadziło przez niewielki otwór drzwiowy, który zamykano, aby uniemożliwić dostęp osobom postronnym oraz zwierzętom. Taka budowa miała również uniemożliwić rodzinom skazańców potajemne zdjęcie zwłok i ich pochowanie, co było dodatkową formą hańby dla straconego.
Egzekucje i ofiary Straconki
Działalność "teatru śmierci" na Straconce trwała przez kilkadziesiąt lat. Pierwsza udokumentowana egzekucja miała miejsce w 1684 roku, a "działalność" obiektu zakończyła się w roku 1715. W tym czasie życie straciło tu wielu ludzi, w tym kłusownicy, złodzieje i mordercy. Ciała straceńców często wisiały na szubienicy przez wiele dni, a nawet tygodni, stanowiąc makabryczną przestrogę dla mieszkańców przemieszczających się pobliskim traktem.
Jedną z najbardziej znanych ofiar, a zarazem pierwszym straconym w tym miejscu, był baron von Fritsch. Jego historia jest dowodem na to, że przed surowym prawem barona von Zierotina nie chroniło nawet szlacheckie urodzenie. Von Fritsch został skazany na śmierć przez powieszenie za brutalne zamordowanie własnej żony. Wyrok wykonano w kamiennym kręgu, co w tamtych czasach było uznawane za karę hańbiącą dla osoby stanu szlacheckiego, zazwyczaj karanej ścięciem mieczem.
Badania archeologiczne i odkrycia
Przez wieki szubienica popadła w ruinę, jednak w 2007 roku obiekt stał się przedmiotem profesjonalnych badań archeologicznych. Prace te pozwoliły na oczyszczenie wnętrza budowli z nagromadzonego przez stulecia gruzu i ziemi. Podczas wykopalisk dokonano wstrząsającego odkrycia – w jamie grobowej wewnątrz obiektu znaleziono szkielet mężczyzny. Znalezisko to potwierdziło funkcję tego miejsca nie tylko jako placu egzekucji, ale również jako miejsca pochówku skazańców, którym odmówiono pogrzebu na poświęconej ziemi cmentarnej.
Szczątki zostały poddane szczegółowym analizom antropologicznym we Wrocławiu, co pozwoliło rzucić nowe światło na historię wymiaru sprawiedliwości w dawnym księstwie świdnicko-jaworskim. Badania te przyczyniły się do wzrostu zainteresowania obiektem i jego lepszego wyeksponowania jako atrakcji turystycznej.
Współczesne znaczenie i legendy
Dziś szubienica na Straconce jest zabezpieczoną trwałą ruiną, dostępną dla każdego, kto chce zgłębić historię regionu. Jest to ważny punkt na mapie historycznych atrakcji turystycznych, skłaniający do refleksji nad ewolucją prawa i humanitaryzmu. Choć od ostatnich egzekucji minęły setki lat, miejsce to wciąż budzi respekt i dreszcz emocji. Wśród mieszkańców okolicznych wsi do dziś krążą legendy, według których wieczorami, gdy wiatr hula po wzgórzu, można usłyszeć ciche jęki potępionych dusz, które nie zaznały spokoju po śmierci.
