Grobowiec prof. Wincentego Stroki w Pleszewie
Grobowiec prof. Wincentego Stroki w Pleszewie to interesujące miejsce pamięci, które znajduje się na starym cmentarzu przy kościele św. Floriana. W tym rodzinnym miejscu spoczynku pochowany jest wybitny polski poeta, tłumacz oraz członek prestiżowej rzymskiej akademii. Wraz z nim spoczywa tam jego żona, córka oraz zięć. Historia tego miejsca jest nierozerwalnie związana z końcowymi latami życia profesora, który wybrał to urokliwe miasto na swoją ostatnią przystań.
Pochodzenie i młodość profesora
Wincenty Aleksander Ambroży Stroka przyszedł na świat 8 grudnia 1837 roku we wsi Frydrychowice niedaleko Wadowic. Był synem Wincentego, który pracował jako zarządca dworskich dóbr ziemskich, oraz Marianny z domu Słomka. Niedługo po jego narodzinach rodzina przeniosła się do majątku Choynowskich, zlokalizowanego w Bączalu Górnym koło Jasła. To właśnie tam w 1839 roku urodził się jego młodszy brat Henryk, który w późniejszych latach został powstańcem styczniowym, profesorem gimnazjalnym, utalentowanym poetą oraz metodykiem.
Rodzina i życie prywatne
W 1868 roku wybitny tłumacz ożenił się z Albertyną Beatą Marią Robertyną de Myszka herbu Korczak-Chołoniewską, żyjącą w latach 1843–1927. Była ona córką Hipolita Augusta i Emilii z Kotkowskich. Z tego związku narodziła się dwójka dzieci. Pierwszy syn, Mieczysław Feliks, zmarł niestety zaraz po narodzinach w 1869 roku. Córka, Maria Stroka-Onyszkiewiczowa, wyszła za mąż za Józefa Onyszkiewicza herbu Jacyna. Warto wspomnieć, że Wincenty Stroka był pradziadkiem znanego fizyka i wykładowcy, profesora Zbigniewa Jacyny-Onyszkiewicza. Prywatnie poeta był głęboko wierzącym katolikiem i obracał się w towarzystwie znanych twórców romantycznych, przyjaźniąc się między innymi z Kornelem Ujejskim, Teofilem Lenartowiczem oraz historykiem literatury Antonim Małeckim.
Siedemdziesiąt lat pracy twórczej
Dorobek literacki profesora jest ogromny, ponieważ tworzył on nieprzerwanie przez ponad 70 lat. Zostawił po sobie ponad dwadzieścia tomików poezji oraz liczne wydawnictwa, odczyty okolicznościowe, broszury i nekrologi. Swoje teksty często publikował pod różnymi pseudonimami. Zasłynął przede wszystkim jako doskonały tłumacz światowej i polskiej literatury, biegle posługując się łaciną, językiem włoskim oraz hiszpańskim. W słonecznej Italii był niezwykle ceniony za przekłady twórczości Zygmunta Krasińskiego, natomiast w Hiszpanii zyskał uznanie dzięki tłumaczeniom wybitnych dzieł Juliusza Słowackiego.
Działalność w literackiej akademii papieskiej
Za swój dorobek w 1913 roku został mianowany rzeczywistym członkiem Literackiej Akademii Papieskiej Arkadia w Rzymie, gdzie otrzymał honorowe imię pasterskie Almeristo Peliaco. Sama Rzymska Arkadia została założona w 1690 roku przez środowisko uczonych i literatów, a jej program opracował Gian Vincenzo Gravina. Instytucja ta sprzeciwiała się barokowej estetyce, dążąc do odnowy literatury poprzez powrót do greckiego antyku. Nazwa stowarzyszenia nawiązywała do mitycznej krainy, dlatego też jego członkowie przybierali greckie imiona i nazywali się pasterzami. Organizowano tam poetyckie turnieje, a zwycięzców honorowano laurem. Arkadia była ważnym prekursorem neoklasycyzmu, zrzeszającym badaczy z całej Europy. W 1925 roku papież Pius XI nadał jej oficjalny status, a stowarzyszenie istnieje do dziś, udostępniając obszerne archiwa. Co ciekawe, członkiem tej prestiżowej akademii był wcześniej także polski król, Stanisław Leszczyński.
Emerytura i podróże po południowej Europie
Po przejściu na zasłużoną emeryturę profesor wraz z żoną oddał się swojej życiowej pasji – podróżowaniu. Od 1901 roku przez kilka lat mieszkali w Rzymie. Pisarz uczestniczył tam w prywatnych audiencjach u papieży Piusa X oraz Benedykta XV, z którym prowadził długie rozmowy na temat Krakowa i biskupa Adama Sapiehy. Podczas jednego ze spotkań wręczył ojcu świętemu własne, włoskie tłumaczenie utworów Zygmunta Krasińskiego. Po opuszczeniu Włoch małżeństwo przeprowadziło się do San Sebastián, a w latach 1914–1918 przebywało w szwajcarskim Rorschach oraz przez pewien czas w austriackim mieście Graz.
Ostatnia przystań w wielkopolskim miasteczku
Związki poety z Pleszewem rozpoczęły się na dobre w 1920 roku. Wtedy to na prośbę lokalnego proboszcza, księdza Kazimierza Niesiołowskiego, oraz miejscowych sióstr zakonnych, napisał on wiersze powitalne dla prymasa Polski, kardynała Edmunda Dalbora. Ziemia, na której leży miasto, czyli województwo wielkopolskie, okazała się jego ostatnim domem. Kiedy w 1927 roku zmarła jego ukochana żona, znalazł on troskliwą opiekę u sióstr ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej. Zmarł zaledwie rok później, 1 lutego 1928 roku, dożywając bardzo sędziwego wieku 91 lat.
Źródło: Waldemar Rusek, wikipedia.pl; fot. Waldemar Rusek


